niedziela, 01 stycznia 2012
No i pierwszy Sylwester za Luxem. Wiedziałam, że może być źle, bo to wrażliwe stworzenie jest, ale czegoś takiego to się nie spodziewałam. Coraz wyraźniej widzę, że z Łatkiem to ja jednak miałam niesamowitą taryfę ulgową - aż do samego końca nie chorował, na spacerach był spokojny, lał na inne psy, a w Sylwestra... no cóż. Szedł spać. I tylko lekarzy organicznie nienawidził.
Lucky to całkowita odwrotność. Wczoraj zaliczyłam pierwszą w życiu psią panikę z prawdziwego zdarzenia. Wygląda na to, ze te dwie piguły uspokajające, które mu dałam w kolacji pomogły niewiele. Za rok trzeba będzie wykupić pół apteki. Oszczędzę sobie tym siniaków, zadrapań, popękanych bębenków w uszach, rozdartej bluzki i trzech zbitych szklanek.

A ponoć siedzenie w Sylwestra w domu jest nudne...

Swoją drogą all the best w 2012. Oby był lepszy niż 2011 i zakończył się z hukiem w 2013. :]


poniedziałek, 28 listopada 2011
A takiego tłumaczenia to jeszcze nie słyszałam...

bank holiday - święto bankowe

Znacie jakieś tradycje związane ze świętami bankowymi? Bo jam, niestety, w tej kwestii ciemna materia.
wtorek, 08 listopada 2011
Wyszłam wczoraj w nocy z psem. Nie było późno - jakoś przed pierwszą. Poszliśmy jedną z fajniejszych tras - wzdłuż Górczewskiej, w kierunku parku Moczydło. Było fantastycznie - cichutko, ciepło, ciemno... Liście szumiały, tu i ówdzie któryś opadł niespiesznie. Te pod stopami przyjemnie szeleściły. Taką jesień lubię.
Gdzieś na wysokości Syreny usłyszałam krzyki. Jakiś facet krzyczał, ale nie potrafiłam rozróżnić słów, dopóki nie podeszłam jeszcze bliżej.
- Ty kurwo! - ewidentnie był z tych bardziej elokwentnych. - Jak ci przypierdolę, to zobaczysz! - No a nie mówiłam?
Potem usłyszałam krzyk kobiety. Wybiegła zza winkla, a ja, sama nie wiem czemu, jakoś odruchowo, ściągnęłam smycz i schowałam się za budą z alkoholami [miejsce lepsze, jak każde inne :P]. Facet krzyczał do kobiety, żeby się zatrzymała, ona odkrzyknęła, że ma go w dupie, że ma jej dać spokój i biegła dalej...
I wtedy usłyszałam strzał. W życiu się tak nie bałam i tylko błagałam w myślach psa, żeby był cicho.
Kobieta padła na chodnik. Usłyszałam, że facet do niej podchodzi. Chyba był w szoku. Mamrotał coś pod nosem. W tym momencie postanowiłam wyjrzeć - najwyraźniej mój instynkt przetrwania trochę szwankuje, będę musiała udać się na jakiś przegląd, albo coś...
Wyjrzałam. Kucał nad kobietą i chyba próbował wyczuć jej tętno. Znów się schowałam i po kilku chwilach usłyszałam, że mężczyzna ucieka. Gdy kroki ucichły podeszłam do kobiety. Z trudem powstrzymałam Luxa przed wpakowaniem się w kałużę krwi, która z każdą chwilą stawała się coraz większa. Jej zapach unosił się w powietrzu. Nie miałam odwagi sprawdzić, czy żyje. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po policję. Potem usiadłam obok i czekałam.

Przyjechali po kilku chwilach w towarzystwie karetki. Nie pamiętałam, żebym dzwoniła po pogotowie, więc może oni to zrobili? Nie potrafiłam się skupić na pytaniach policjantów - patrzyłam jedynie na kobietę, która najwyraźniej żyła, bo jeszcze nie zasłonili jej prześcieradłem. Nie, wpakowali ją na nosze i odwieźli na sygnale. Może jednak powinnam była sprawdzić, czy ma tętno? Przykryć ją kurtką? Nie wiem...

A potem wszystko się skończyło. Światło na przejściu dla pieszych zmieniło się z czerwonego na zielone, Lucky z ekscytacją jęknął, że już musimy iść, wyrywając mnie tym samym z mojej makabrycznej fantazji. Liście pod stopami szeleściły przyjemnie, a mnie zlał zimny pot.

Zaczynają mnie przerażać moje własne sny i wyobrażenia...
niedziela, 30 października 2011
Wyrwałam się do kina. Na "Jane Eyre". A że mam stosunkowo na świeżo nowy serial BBC, to i bez porównań się nie obyło.

Po pierwsze, film jest drastycznie okrojony, co w sumie dziwić nie powinno, bo wszak to tylko dwie godziny kliszy. I nawet zgrabnie im to poszło w większości. Prawie obyło się bez wpadek.



Mam "ąse" do odtwórców głównych ról. Jane Mii była nudna i jakaś taka mdła. Do Michaelowego Rochestera zarzut mam podobny, chociaż zdecydowanie mniej intensywny - on jeszcze momentami przejawiał jakąś pasję. Muzyka była ładna. Pianino zawsze pasuje, nie?

Niemniej, wersja BBC z 2006 bije film na głowę. Więcej czasu znaczy lepiej zgłębione wątki, no i Rochester Toby'ego to strzał w dziesiątkę. Stawiam go sobie obok Darcy'ego Firtha i Thorntona Armitage'a.




Niemniej, jeśli planujecie wyjście do kina na "JE" to idźcie. Warto. Zresztą jak zazwyczaj na ekranizacje klasyki. ;) (OK, "Dumę i uprzedzenie" z Keirą z tego grona wyłączam. Fuj, ble, tfu!)

Z rzeczy innych. Mój stosik KdP vel. Knigi do przeczytania. Spojrzałam na niego i zrobiło mi się słabawo. Kiedy, ja się pytam, jam tyle książek nazbierała?






niedziela, 16 października 2011
Trzy miesiące poszukiwań nareszcie zakończyły się sukcesem - dzięki Uli, cześć jej i chwała. Nareszcie udało mi się kupić podkład w odpowiednim odcieniu. Się okazuje, ze kolorystycznie jestem trudnym przypadkiem. Najjaśniejsze odcienie wszelakich Rimmeli, L'Oreali i innych takich były dla mnie o miliard tonów za ciemne.
I tutaj należy się wielki okrzyk: niech żyje Inglot! Ich najjaśniejszy odcień = mój odcień. Jestem więc w raju.




A tak w ogóle to miałam wczoraj fajniusi dzień - najpierw z rana weterynarz, potem obiad w NI, a na koniec deser w Hard Rock. Był tak pyszny, że wreszcie pojęłam co znaczy orgazm odjedzeniowy. :D



Niestety, przy tym zestawie moje kalorie na dzień strzeliły chyba do 30 tysięcy, zamiast regulaminowego tysiąca. :D Oh, well. Mówi się trudno i żyje się dalej, nie? :D

Dobra, zmywam się. Miałam dziś w planie le grand porządki, ale chyba skończy się na tłumaczeniu dziwnych komentarzy pana Cowella i kłótniach z panią Abdul. :]
piątek, 07 października 2011
#1
Podejrzewam, że moja decyzja zrezygnowania z moderacji niektórych zaskoczyła. Prawda jest taka, że dumałam nad tym krokiem już od pół roku. Straciłam zapał, chęci i zamiast czerpać radość z kolejnego filmu made in Bharat, jęczałam, że wszystko mi nie pasuje. Dlatego, żeby ocalić tę resztkę radości zrobiłam, jak zrobiłam.
I co najdziwniejsze - nie czuję straty. Nie mam odruchów moderatorskich, nie chce mi się nikogo przywoływać do porządku, ani nic z tych rzeczy. I czasem tylko, kiedy widzę wyjątkowo głupi post, brakuje mi guzika "Usuń". Ale nic to - szybko przestawię się z opcji "usuń" na opcję "teraz nic cię nie ogranicza i możesz napisać, co naprawdę o tym sądzisz". :)
Mam jednakowoż nadzieję, że moje "rządy" będą wspominane dobrze przez zdecydowaną większość użytkowników. :)

#2
Z frontu domowego - Lucky mi dorasta. Nie mam już w domu szczeniaka, a psiego nastolatka. Na dodatek alergika. Nie wiem jeszcze, co go uczula - właśnie staramy się to ustalić. Wygląda na to, ze może to być kurczak, co eliminowałoby nam całą masę karm. Nawet te wołowe miewają dodatek kurczaka. Może to być też kurz - jutro zarządziłam więc wielkie sprzątanie całego domu. Będzie wesoło. Może znajdę kilka zagubionych rzeczy? Od dawna nie widziałam na przykład ładowarki do aparatu.





#3
Bezczelnie się wychwalę - 18 kg w dół i 4 rozmiary mniej od początku maja. To chyba całkiem niezły wynik, nie? :)

#4
Teraz, jak nie mam Forum na głowie, chyba znów bardziej zechce mi się prowadzić blog. Nie wiem. Zobaczymy.
środa, 03 sierpnia 2011
Komedii dostarcza mi Lax. Wczoraj na przykład tak bardzo nie mógł się doczekać spaceru, że kiedy wkładałam buty, on pobiegł do łazienki, wdrapał się do wanny, zrobił siusiu i wygramolił się z wanny. Królowa Matka i ja wyłyśmy ze śmiechu - jedna z nas się popłakała. Do tej pory się zastanawiam, co mu strzeliło do łba. :D

Dramatów dostarczają mi znajomi - jeden w szczególności. Pan Pierdoła, zleciał ze schodów i przefasonował sobie kręgosłup, więc leży teraz sparaliżowany od pasa w dół. Na szczęście lekarze mówią, że to się cofnie, chociaż czekają go długie miesiące ciężkiej rehabilitacji.

Komedii dostarczają mi znajomi, z którymi już umawiamy się na bicie rekordów prędkości na wózku inwalidzkim Pana Pierdoły.

Dramatów dostarcza mi fakt, że Królowa Matka ma urlop i zamiast wyjechać w cholerę i dać mi spokój, siedzi w domu. I pozwoliła ciotce się wprosić. Próbowaliście kiedyś pracować, kiedy za ścianą dwie pięćdziesięciokilku latki piją i zaczynają gadać coraz głośniej, żeby się przekrzyczeć?

Komedii dostarcza mi matka Pana Pierdoły. Kiedy Pierdoła leżał na OIOMie, pojechałam, by z nią posiedzieć, podczas gdy jemu robili jakieś badania. Kobieta powiedziała pielęgniarce, ze jestem narzeczoną jej syna i mam prawo go odwiedzać o każdej porze... Tia...

Dramatu dostarcza mi fakt, że finansowo dużo bardziej opłaca się sprowadzić książki z zagranicy niż kupić w Polsce. :/

Komedii dostarcza mi fakt, że kumpela, która wróciła z Londynu, przywiozła mi na DVD "Spice World". O.o


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 73
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:

Edyta's bookshelf: currently-reading


goodreads.com