EdiLAND

Wpisy

  • niedziela, 01 kwietnia 2012
  • niedziela, 11 marca 2012
    • No więc...

      ...poszłam na Chilli Dilli. Nie potańczyłam, ale też nie z takim zamiarem tam szłam. Padłam ofiarą okropnego szantażu emocjonalnego, którego na mej niewinnej osobie dopuściła się Frygia, no i się złamałam. Bo ja to ogólnie już chyba trochę bardzo wyrosłam z imprez bollywoodzkich. Chociaż przyznaję, dziewczynom wychodzi to naprawdę świetnie i rozważam - jeśli data będzie mi przyjazną - pójście znowu w celu pogibania się.
      Pod warunkiem, że Ela nie będzie grozić mi proszkami, żebym ja nie musiała grozić jej wyrządzeniem poważnych i licznych uszczerbków na ciele. :P

      Za to nadgoniłam rozmowy towarzyskie, poplotkowałam i wypiłam piwo. Nie lubię piwa. Oh, well...

      A potem poszłam do nocnego. Busa, nie sklepu, co by nie było, chociaż i sklep rozważałam, bo jakoś tak mi było mało tego jednego piwa, a na słodkie likiery chęci nie miałam. No, ale nieważne. Poszłam do nocnego. Podjechał pod DC, wsiadłam i trafiłam w sam środek innej imprezy. Takiej trochę bardziej z naszego kręgu kulturowego. Nie znałam panów, ale byli dobrze nagrzani i potrafili rozruszać towarzystwo. Cały autobus odśpiewał z nimi "Pszczółkę Maję", "Smurfy", "Muminki" i tego typu szlagiery. Aż żałowałam, że muszę wysiać - taka była impreza!


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      edidin
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 marca 2012 17:46
  • niedziela, 01 stycznia 2012
    • Zaliczone

      No i pierwszy Sylwester za Luxem. Wiedziałam, że może być źle, bo to wrażliwe stworzenie jest, ale czegoś takiego to się nie spodziewałam. Coraz wyraźniej widzę, że z Łatkiem to ja jednak miałam niesamowitą taryfę ulgową - aż do samego końca nie chorował, na spacerach był spokojny, lał na inne psy, a w Sylwestra... no cóż. Szedł spać. I tylko lekarzy organicznie nienawidził.
      Lucky to całkowita odwrotność. Wczoraj zaliczyłam pierwszą w życiu psią panikę z prawdziwego zdarzenia. Wygląda na to, ze te dwie piguły uspokajające, które mu dałam w kolacji pomogły niewiele. Za rok trzeba będzie wykupić pół apteki. Oszczędzę sobie tym siniaków, zadrapań, popękanych bębenków w uszach, rozdartej bluzki i trzech zbitych szklanek.

      A ponoć siedzenie w Sylwestra w domu jest nudne...

      Swoją drogą all the best w 2012. Oby był lepszy niż 2011 i zakończył się z hukiem w 2013. :]


      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      edidin
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 stycznia 2012 19:03
  • poniedziałek, 28 listopada 2011
  • wtorek, 08 listopada 2011
    • #2

      Wyszłam wczoraj w nocy z psem. Nie było późno - jakoś przed pierwszą. Poszliśmy jedną z fajniejszych tras - wzdłuż Górczewskiej, w kierunku parku Moczydło. Było fantastycznie - cichutko, ciepło, ciemno... Liście szumiały, tu i ówdzie któryś opadł niespiesznie. Te pod stopami przyjemnie szeleściły. Taką jesień lubię.
      Gdzieś na wysokości Syreny usłyszałam krzyki. Jakiś facet krzyczał, ale nie potrafiłam rozróżnić słów, dopóki nie podeszłam jeszcze bliżej.
      - Ty kurwo! - ewidentnie był z tych bardziej elokwentnych. - Jak ci przypierdolę, to zobaczysz! - No a nie mówiłam?
      Potem usłyszałam krzyk kobiety. Wybiegła zza winkla, a ja, sama nie wiem czemu, jakoś odruchowo, ściągnęłam smycz i schowałam się za budą z alkoholami [miejsce lepsze, jak każde inne :P]. Facet krzyczał do kobiety, żeby się zatrzymała, ona odkrzyknęła, że ma go w dupie, że ma jej dać spokój i biegła dalej...
      I wtedy usłyszałam strzał. W życiu się tak nie bałam i tylko błagałam w myślach psa, żeby był cicho.
      Kobieta padła na chodnik. Usłyszałam, że facet do niej podchodzi. Chyba był w szoku. Mamrotał coś pod nosem. W tym momencie postanowiłam wyjrzeć - najwyraźniej mój instynkt przetrwania trochę szwankuje, będę musiała udać się na jakiś przegląd, albo coś...
      Wyjrzałam. Kucał nad kobietą i chyba próbował wyczuć jej tętno. Znów się schowałam i po kilku chwilach usłyszałam, że mężczyzna ucieka. Gdy kroki ucichły podeszłam do kobiety. Z trudem powstrzymałam Luxa przed wpakowaniem się w kałużę krwi, która z każdą chwilą stawała się coraz większa. Jej zapach unosił się w powietrzu. Nie miałam odwagi sprawdzić, czy żyje. Wyjęłam telefon i zadzwoniłam po policję. Potem usiadłam obok i czekałam.

      Przyjechali po kilku chwilach w towarzystwie karetki. Nie pamiętałam, żebym dzwoniła po pogotowie, więc może oni to zrobili? Nie potrafiłam się skupić na pytaniach policjantów - patrzyłam jedynie na kobietę, która najwyraźniej żyła, bo jeszcze nie zasłonili jej prześcieradłem. Nie, wpakowali ją na nosze i odwieźli na sygnale. Może jednak powinnam była sprawdzić, czy ma tętno? Przykryć ją kurtką? Nie wiem...

      A potem wszystko się skończyło. Światło na przejściu dla pieszych zmieniło się z czerwonego na zielone, Lucky z ekscytacją jęknął, że już musimy iść, wyrywając mnie tym samym z mojej makabrycznej fantazji. Liście pod stopami szeleściły przyjemnie, a mnie zlał zimny pot.

      Zaczynają mnie przerażać moje własne sny i wyobrażenia...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      edidin
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 listopada 2011 17:10
  • niedziela, 30 października 2011
    • #1

      Wyrwałam się do kina. Na "Jane Eyre". A że mam stosunkowo na świeżo nowy serial BBC, to i bez porównań się nie obyło.

      Po pierwsze, film jest drastycznie okrojony, co w sumie dziwić nie powinno, bo wszak to tylko dwie godziny kliszy. I nawet zgrabnie im to poszło w większości. Prawie obyło się bez wpadek.



      Mam "ąse" do odtwórców głównych ról. Jane Mii była nudna i jakaś taka mdła. Do Michaelowego Rochestera zarzut mam podobny, chociaż zdecydowanie mniej intensywny - on jeszcze momentami przejawiał jakąś pasję. Muzyka była ładna. Pianino zawsze pasuje, nie?

      Niemniej, wersja BBC z 2006 bije film na głowę. Więcej czasu znaczy lepiej zgłębione wątki, no i Rochester Toby'ego to strzał w dziesiątkę. Stawiam go sobie obok Darcy'ego Firtha i Thorntona Armitage'a.




      Niemniej, jeśli planujecie wyjście do kina na "JE" to idźcie. Warto. Zresztą jak zazwyczaj na ekranizacje klasyki. ;) (OK, "Dumę i uprzedzenie" z Keirą z tego grona wyłączam. Fuj, ble, tfu!)

      Z rzeczy innych. Mój stosik KdP vel. Knigi do przeczytania. Spojrzałam na niego i zrobiło mi się słabawo. Kiedy, ja się pytam, jam tyle książek nazbierała?






      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „#1”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      edidin
      Czas publikacji:
      niedziela, 30 października 2011 18:12
  • niedziela, 16 października 2011
    • Wdrażam się na nowo, więc piszę o pierdołach... as usual ;)

      Trzy miesiące poszukiwań nareszcie zakończyły się sukcesem - dzięki Uli, cześć jej i chwała. Nareszcie udało mi się kupić podkład w odpowiednim odcieniu. Się okazuje, ze kolorystycznie jestem trudnym przypadkiem. Najjaśniejsze odcienie wszelakich Rimmeli, L'Oreali i innych takich były dla mnie o miliard tonów za ciemne.
      I tutaj należy się wielki okrzyk: niech żyje Inglot! Ich najjaśniejszy odcień = mój odcień. Jestem więc w raju.




      A tak w ogóle to miałam wczoraj fajniusi dzień - najpierw z rana weterynarz, potem obiad w NI, a na koniec deser w Hard Rock. Był tak pyszny, że wreszcie pojęłam co znaczy orgazm odjedzeniowy. :D



      Niestety, przy tym zestawie moje kalorie na dzień strzeliły chyba do 30 tysięcy, zamiast regulaminowego tysiąca. :D Oh, well. Mówi się trudno i żyje się dalej, nie? :D

      Dobra, zmywam się. Miałam dziś w planie le grand porządki, ale chyba skończy się na tłumaczeniu dziwnych komentarzy pana Cowella i kłótniach z panią Abdul. :]

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      edidin
      Czas publikacji:
      niedziela, 16 października 2011 14:27

Kalendarz

Maj 2012

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Kanał informacyjny

Edyta's bookshelf: currently-reading


goodreads.com